Jeremy Clarkson, były gospodarz "Top Gear" i gwiazda serialu "Farma Clarksona", przekazał, że jego nowotwór jest w remisji. 66-letni prezenter przeszedł leczenie ultradźwiękami, a badanie sprzed dwóch miesięcy nie wykazało już żadnych oznak choroby. Sam określił siebie jako "bez wątpienia, oficjalnie, najszczęśliwszego człowieka na świecie". Leczenie nie obyło się jednak bez powikłań - na jednym z etapów Clarkson przyjął leki rozrzedzające krew, choć nie powinien, co skończyło się dramatycznym w skutkach bólem. Przy okazji gwiazdor wystosował ważny apel do wszystkich mężczyzn.
O chorobie Clarksona widzowie dowiedzieli się z ostatnich odcinków piątego sezonu "Farmy Clarksona", emitowanego na Amazon Prime Video. To właśnie tam prezenter wyznał swoim współpracownikom z Diddly Squat, Charliemu Irelandowi i Kalebowi Cooperowi, że zdiagnozowano u niego "agresywny" nowotwór. Wówczas nie ujawnił, jakiego narządu dotyczy choroba. Teraz potwierdził, że chodziło o raka prostaty.
Wczesne wykrycie uratowało sytuację
Nowotwór wykryto u Clarksona wcześnie, dzięki rutynowemu badaniu krwi PSA. Jak podkreślił prezenter, miało to kluczowe znaczenie. W rozmowie z dziennikiem The Sunday Times przyznał, że był to agresywny typ raka, który mógł się rozprzestrzenić na inne narządy, w tym na trzustkę, co oznaczałoby poważne kłopoty.
Clarkson przeszedł leczenie z wykorzystaniem ultradźwięków. Badanie prostaty wykonane dwa miesiące temu nie wykazało żadnych oznak choroby, dzięki czemu prezenter jest obecnie oficjalnie w stanie remisji. Mimo to będzie musiał regularnie poddawać się badaniom krwi, by monitorować swój stan, i ma świadomość, że nowotwór może powrócić. Jak sam stwierdził, postanowił jednak być jednym z tych około 60 procent pacjentów, u których nie dochodzi do nawrotu.
Bolesne powikłania "całkowicie z własnej winy"
Droga do wyzdrowienia nie była prosta. Clarkson zmagał się z powikłaniami, do których należało między innymi założenie cewnika, a także późniejszy incydent, gdy przyjął leki rozrzedzające krew przeznaczone do leczenia kardiologicznego, choć w tamtym momencie nie powinien tego robić.
Prezenter nie wdawał się w szczegóły medyczne, ale przyznał, że całe zajście było "przerażające i całkowicie z mojej winy". Opisał towarzyszący temu ból jako "spektakularnie potworny", wykraczający, jak to ujął, poza najwyższy stopień w skali bólu. Sygnał, że coś poszło nie tak, pojawił się już w finale piątego sezonu serialu, gdy leżąc na szpitalnym łóżku, Clarkson mówił, że część leczenia "poszła nie po jego myśli" i że nie wie, co się wydarzy.
Warto dodać, że nowotwór nie był jedynym problemem zdrowotnym gwiazdora. Podczas kręcenia piątego sezonu "Farmy Clarksona" przeszedł on dwa poważne epizody zdrowotne - oprócz diagnozy raka także zabieg kardiologiczny. To właśnie z sercem wiązało się późniejsze powikłanie z lekami rozrzedzającymi krew.
Apel do mężczyzn
Doświadczenie choroby skłoniło Clarksona do publicznego zaapelowania do innych mężczyzn, by się badali. Prezenter zaznaczył, że to właśnie wczesne wykrycie zrobiło w jego przypadku całą różnicę, i podkreślał, jak prosta stała się dziś procedura przesiewowa, sprowadzająca się w gruncie rzeczy do badania krwi.
Gwiazdor stwierdził, że jeśli choćby jedna osoba na świecie obejrzy "Farmę Clarksona" i pomyśli, że pójdzie się przebadać, wykryje chorobę wcześnie, podda się leczeniu i będzie wieść normalne życie, to całe mówienie o tym publicznie było tego warte. Brytyjska organizacja Prostate Cancer UK oceniła, że decyzja Clarksona o ujawnieniu diagnozy i przebiegu leczenia pomoże budować ważną świadomość na temat tej choroby.