Julia von Stein opublikowała najbardziej osobisty materiał w swojej karierze. Celebrytka, która przez lata otwarcie opowiadała o kolejnych zabiegach medycyny estetycznej, teraz ze łzami w oczach przestrzega przed operacjami twarzy. Po głębokim liftingu, któremu poddała się rok temu, nie może się normalnie uśmiechać, a charakterystyczne peruki, jak wyznała, nie są żadną stylizacją, tylko próbą zasłonięcia twarzy, której nie potrafi zaakceptować. Już za kilka dni 30-latka położy się na stół operacyjny po raz kolejny. Tym razem, jak sama mówi, pozostaje jej tylko liczyć na cud.

Julia von Stein, dziedziczka rodzinnej firmy z branży funeralnej i projektantka trumien, znana szerszej publiczności z programu "Diabelnie boskie", zapowiedziała swój nowy film jako "spowiedź". W materiale opublikowanym na YouTube zdecydowała się na gest, którego jej widzowie praktycznie nie znają: zmyła makijaż i zdjęła perukę, pokazując, jak naprawdę wygląda jej twarz po operacji.

"To nie jest charakteryzacja. To próba zasłonięcia twarzy"

Rok temu, mając 29 lat, celebrytka poddała się wyjątkowo rozległej ingerencji chirurgicznej. Sama wyliczyła jej pełen zakres: "Miałam zrobione deep plane, czyli lifting dolnej partii twarzy, częściowo też szyi. Miałam piłowanie brody, bo wymarzyłam sobie prostą brodę na końcu. Miałam zrobiony endoskopowy lifting brwi i oczu. Miał być zrobiony Foxy Eye. Miałam wyprostowane czoło, żeby się nie marszczyć, żeby nie ostrzykiwać się non stop botoksem, kwasem hialuronowym. Miałam wypełnione skronie tłuszczem i przeszczep tłuszczu pod oczy. Mamy zrobiony lip lift przy skrzydełkach i w kącikach ust. To była potężna operacja plastyczna, trwała ponad 9 godzin".

Efekty okazały się dramatycznie różne od oczekiwań. Operacja odebrała jej możliwość normalnego uśmiechania się, bo gdy próbuje się uśmiechnąć, jak opisywała, znikają jej oczy, a przeszczepiony tłuszcz "spłynął nie wiadomo gdzie". Moment konfrontacji z lustrem wspomina jednoznacznie: "Był ryk i brak mojego komentarza. W odbiciu w lustrze, na zdjęciach widziałam po prostu obcą osobę, paskudną".

Najbardziej poruszające okazało się jednak wyznanie dotyczące jej codziennego wizerunku. "Te peruki, to, jak mnie widzicie, to nie jest charakteryzacja, to jest próba zasłonięcia twarzy, której ja nie jestem w stanie zaakceptować. Grzywka jest po to, żeby nie było widać moich dziur na czole, nad brwiami", przyznała.

"Wydałam wór pieniędzy na jednego z najlepszych lekarzy. Cud się nie zdarzył"

Celebrytka nie ukrywa, że decyzja o zabiegu wynikała z wieloletniego braku samoakceptacji. Przyznała, że odkąd zaczęła zarabiać, większość pieniędzy przeznaczała właśnie na poprawianie wyglądu, a kompleksy i tak nie minęły. Do samej operacji podchodziła z pełnym zaufaniem. "Zrobiłam operację plastyczną, bo chciałam wyglądać lepiej. Liczyłam na cud. Liczyłam, że wszystko się zagoi. Liczyłam na profesjonalizm lekarza. Wierzyłam, że jeżeli wydaje się wór pieniędzy na jednego z najlepszych lekarzy w tym kraju, to wystarczy. Ale ten cud się nie zdarzył", mówiła.

Na swoim koncie ma też wcześniejsze zabiegi: operację nosa, powiększenie piersi i pośladków oraz wycięcie torebek tłuszczowych z wnętrza policzków.

Za kilka dni kolejna operacja. "Jedyne, co mi pozostało, to liczyć na cud"

Julia von Stein wyjawiła, że publikacja filmu ma jeszcze jeden powód. Już wkrótce przejdzie operację naprawczą, tym razem u innego chirurga. "Chcę wam o tym opowiedzieć głównie dlatego, że wiem, jaka fala krytyki spłynie po mnie za kilka dni, kiedy przejdę kolejną operację. Mam nadzieję, że tym razem udaną. Na dzień dzisiejszy tylko modlę się, żeby ta operacja się udała. Bo nie mam pojęcia, co się stanie, kiedy położę się na stół operacyjny, kiedy lekarz otworzy moją twarz i kiedy zobaczy, co w środku się wydarzyło. I czy się na pewno jej podejmie, czy jej nie przerwie. Więc tym razem naprawdę, jedyne, co mi pozostało, to liczyć na cud", wyznała.

Swój film kieruje przede wszystkim do kobiet, które rozważają podobne zabiegi, i nie owija w bawełnę: "Chciałabym, żeby ten film uratował choć jedną z was. Oszpecicie się do końca życia. Gdybym mogła raz w życiu cofnąć czas, to nigdy w życiu nie zrobiłabym liftingu twarzy. Miejcie w pamięci twarz Donatelli Versace. Nie łudźcie się, że wasza twarz będzie wyglądała inaczej. Nie popełniajcie mojego błędu. Nigdy w życiu nie operujcie sobie twarzy. Bo sp*erdolicie sobie życie".

Zwrot w komentarzach. Hejterzy zamienili się we wspierających

Po publikacji nagrania stało się coś, czego mało kto się spodziewał. Internauci, którzy dotychczas zarzucali celebrytce przesadę z zabiegami i nie szczędzili jej złośliwości, tym razem stanęli murem za 30-latką. "Nie mów, że jesteś potworem. Jesteś piękną kobietą, która jest dla siebie za surowa", "Dajcie jej spokój. Zrobiła, co zrobiła, teraz musimy ją podnieść na duchu", "Ten film wymagał dużej odwagi", pisali komentujący.

Część osób zwróciła uwagę na edukacyjny wymiar jej wyznania: "Mówisz, że to z braku akceptacji. Dajesz ważną lekcję wszystkim". Historia Julii von Stein pokazuje bowiem mechanizm, o którym rzadko mówi się na ściankach: kolejne zabiegi nie leczą kompleksów, a czasem potrafią odebrać coś tak podstawowego jak własny uśmiech.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Wyciekły głosówki Fagaty o Stuu. Po ich odsłuchaniu Konopskyy zdecydował się złożyć zawiadomienie do prokuratury
Wyciekły głosówki Fagaty o Stuu. Po ich odsłuchaniu Konopskyy zdecydował się złożyć zawiadomienie do prokuratury
Skrzyżował BMX-a z hulajnogą elektryczną i śmigał po mieście. Rachunek za "wynalazek" zapłacili rodzice
Skrzyżował BMX-a z hulajnogą elektryczną i śmigał po mieście. Rachunek za "wynalazek" zapłacili rodzice