Znany warszawski aktywista drogowy opublikował pismo z komendy w sprawie karawanu, który podczas pogrzebu jechał po chodniku. Kierowca skończył na pouczeniu. Tym razem jednak fala krytyki spadła nie na niego, tylko na samego zgłaszającego. Pod postem zebrało się już ponad 1300 komentarzy.

Maksym Szewczuk, znany w sieci jako Konfitura, od lat zajmuje się dokumentowaniem wykroczeń drogowych w Warszawie. Nagrywa i fotografuje kierowców parkujących na chodnikach, jadących drogami dla pieszych i lekceważących przepisy, a następnie zgłasza sprawy odpowiednim służbom. Jego materiały zwykle spotykają się z różnym odbiorem. Jedni go chwalą inni krytykują.

Tym razem jednak sporo osób zarzuciło mu, że przesadził. Czy tak jednak było?

Nagranie do materiału StopCham z tego samego miejsca pod artykułem.

Skruszony kierowca i pouczenie

We wtorek 21 lipca aktywista opublikował na Facebooku skan pisma z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II. Dokument dotyczył zgłoszonej przez niego jazdy wzdłuż po chodniku przez kierującego Mercedesem przy ulicy Czerniakowskiej 137j w Warszawie, gdzie mieści się Parafia św. Stefana Króla. Pojazdem był karawan, a sytuacja rozegrała się podczas pogrzebu.

Policja poinformowała, że czynności wyjaśniające nie dostarczyły podstaw do skierowania wniosku o ukaranie do sądu. W uzasadnieniu napisano, że kierujący stawił się na czynnościach, wyraził żal i skruchę oraz zobowiązał się do przestrzegania przepisów w przyszłości.

Konfitura skomentował to ironicznie, pisząc o kierowcy realizującym "ostatnią podróż po chodniku", który w zamian za skruchę otrzymał, jak to ujął, odkupienie, a właściwie pouczenie.

W tym samym wpisie dodał zdanie, które okazało się zapalnikiem całej burzy. Stwierdził, że trzeba nie mieć skrupułów, żeby w tak ważny dla rodziny zmarłego dzień dodatkowo jawnie łamać prawo, nie zważając na uroczystości i bezpieczeństwo innych.

Facebook Konfitura

Komentarze poszły w drugą stronę

Reakcja okazała się dla aktywisty nietypowa. Liczba komentarzy pod postem szybko przekroczyła tysiąc i wciąż rośnie. W większości są one krytyczne wobec niego.

Część komentujących deklarowała, że zwykle docenia jego działalność, ale tym razem uważa, że przesadził. Pojawiały się głosy, że z osób popierających stają się jego przeciwnikami, że aktywista staje się agresorem, a jego działalność to raczej sposób na życie niż postawa obywatelska.

Wielu wskazywało na kontekst miejsca. Podnosili, że od lat pod ten kościół podjeżdżał karawan i nikomu to nie przeszkadzało, nie było zdarzeń ani skarg. Inni pytali retorycznie, czy kolejnym krokiem będzie zgłaszanie karetek.

Padały też zarzuty o motywację finansową, z odniesieniami do jego zbiórek internetowych, oraz pytania wprost, czy robi to dla rozgłosu.

Komentarze, które przekroczyły granicę

Znaczna część reakcji wykroczyła daleko poza krytykę merytoryczną. W komentarzach pojawiły się życzenia śmierci, sugestie pobicia i groźby, w tym wypowiedzi odnoszące się do jego własnego przyszłego pogrzebu.

Jeden z komentujących napisał wprost, że dziwi się, że nikt go jeszcze nie pobił. Inny wyraził nadzieję, że aktywista nie opuści tego świata w spokoju. Pojawiły się też komentarze kwestionujące jego pochodzenie na podstawie imienia.

Część takich wypowiedzi może wypełniać znamiona gróźb karalnych.

Konfitura pyta o szerszy kontekst

Aktywista odniósł się do fali krytyki w przypiętym komentarzu pod własnym postem. To w nim padł argument, który stanowi sedno całego sporu.

Napisał, że wiele osób ocenia sytuację wyłącznie przez pryzmat pogrzebu, pomijając szerszy kontekst. Jak argumentował, osobie potrąconej na chodniku będzie obojętne, czy uderzył ją karawan, samochód dostawczy, osobowy czy motocykl. Chodnik jest miejscem dla pieszych właśnie po to, by nie musieli mierzyć się z ruchem pojazdów, a przepisy istnieją nie po to, by utrudniać życie kierowcom, lecz by chronić najsłabszych uczestników ruchu.

Podkreślił, że szacunek dla zmarłego i jego rodziny nie może oznaczać przyzwolenia na narażanie bezpieczeństwa osób postronnych.

Zwrócił też uwagę na charakter podmiotu, którego dotyczy sprawa. Jak zaznaczył, nie chodzi o rodzinę zmarłego przewożącą trumnę własnym samochodem, tylko o przedsiębiorcę świadczącego odpłatne usługi pogrzebowe i o pracowników noszących trumny zawodowo. Jego zdaniem sporym nietaktem jest właśnie świadczenie takich usług z naruszeniem przepisów i zasad bezpieczeństwa.

Dodał również, że nie wzywał policji na miejsce, nie zakłócał uroczystości i nie przeszkadzał rodzinie zmarłego. Zgłoszenie zostało złożone po fakcie, aby sprawa została oceniona w normalnym trybie.

Spór o to, czy karawan miał wybór

Kluczową kwestią pozostaje pytanie, czy kierowca mógł postąpić inaczej.

Konfitura twierdzi, że około 20 metrów dalej znajduje się normalny wjazd na teren parafii, z którego korzystają pojazdy, więc kierowca nie musiał jechać chodnikiem.

Inaczej opisuje to serwis naTemat. Według tego opisu wjazd pod kaplicę został zasłupkowany, a karawan, chcąc podjechać przed kaplicę, nie ma innej możliwości niż wjazd na chodnik przy przejściu dla pieszych. Brama prowadząca na teren parafii znajduje się według tej relacji około 80 metrów dalej, ale prowadzi na zaplecze, a nie przed kościół.

Sam aktywista w jednym z komentarzy pod własnym postem zamieścił zdjęcie tych słupków, dodając ironicznie, że ciekawe, po co miasto je postawiło.

Problem, który wykracza poza jeden karawan

Cała sprawa dotyka szerszego zjawiska. Obecność karawanu przed kościołem i wniesienie trumny do kaplicy stanowi element ceremoniału pogrzebowego, praktykowany w tym miejscu od dziesięcioleci.

Rozwiązaniem systemowym byłoby wykonanie podjazdu lub zatoczki przed świątynią. To jednak wymagałoby uzgodnień z konserwatorem zabytków, a prawdopodobnie także przeniesienia przystanku autobusowego.

Konfitura odniósł się również do zarzutu o nadgorliwość. Stwierdził, że to nie on doprowadził do sytuacji, w której każdy taki przypadek trafia pod lupę. Jego zdaniem odpowiadają za to sami kierowcy, którzy przez lata lekceważenia przepisów sprawili, że problem urósł do obecnych rozmiarów. Gdyby jazda po chodnikach była incydentalna, nikt nie poświęcałby temu uwagi.

Pytanie bez łatwej odpowiedzi

Sprawa dobrze pokazuje, gdzie przebiega granica społecznej akceptacji dla działalności aktywistów drogowych. Ci sami ludzie, którzy popierają zgłaszanie kierowców parkujących na chodnikach, przy karawanie stawiają wyraźną granicę.

Z drugiej strony zostaje pytanie, które postawił Konfitura: czy okoliczność pogrzebu tłumaczy jazdę po chodniku, a jeśli tak, to gdzie kończy się lista sytuacji uzasadniających wyjątek.

Aktywista był już wcześniej bohaterem materiału programu "Państwo w Państwie", w którym postawiono pytanie, czy jest bohaterem, czy raczej szukającym rozgłosu twórcą internetowym. Ta sama wątpliwość wraca przy każdej jego kolejnej akcji.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Ruch klimatyczny oblał sztucznymi odchodami dom Andziaks i Luki. Oberwało się też Rozenek-Majdan
Ruch klimatyczny oblał sztucznymi odchodami dom Andziaks i Luki. Oberwało się też Rozenek-Majdan
Bity mężczyzna wołał o pomoc w centrum Białegostoku. Do akcji wkroczył policjant po służbie. W sieci opublikowano nagranie.
Bity mężczyzna wołał o pomoc w centrum Białegostoku. Do akcji wkroczył policjant po służbie. W sieci opublikowano nagranie.