Samolot z Mają Chwalińską na pokładzie wylądował w poniedziałkowy ranek na Lotnisku Chopina w Warszawie. Na finalistkę Roland Garros czekały setki kibiców, morze kwiatów i "Pszczółka Maja" z głośników. A ona i tak weszła normalnym wyjściem - bo tak chciała.

"LOTMAJA" ląduje w Warszawie

Samolot z Mają Chwalińską przyleciał z Paryża na Lotnisko Chopina tuż po godzinie 9:20. Polskie Linie Lotnicze LOT uczciły powrót finalistki Roland Garros na swój sposób - maszyna otrzymała wyjątkowy znak wywoławczy: zamiast standardowego "LO334" w systemach pojawiło się "LOTMAJA".

To drobny gest, ale wymowny. Jeszcze kilka tygodni temu Chwalińska była 114. rakietą świata. Dziś jest 21. i jedną z najpopularniejszych tenisistek na planecie.

Normalne wyjście, nienormalne sceny

Na prośbę jej teamu Chwalińska nie skorzystała z żadnego specjalnego wejścia - wyszła tak jak wszyscy pozostali pasażerowie. W hali przylotów czekały na nią setki kibiców. Gdy tylko pojawiła się w terminalu, zawrzało.

Delegacja Polskiego Związku Tenisowego wręczyła jej bukiet kwiatów. Z głośników popłynęła "Pszczółka Maja" Zbigniewa Wodeckiego - trudno o bardziej polskie powitanie. Brawa, śpiewy, tłum szczelnie otaczający 24-latkę ze wszystkich stron.

Zamieszanie było tak duże, że ochrona ledwo dawała radę. W pewnym momencie z tłumu padł okrzyk: "Jezu, bo zmiażdżycie Pana" - i ta jedna fraza mówi chyba więcej o skali chaosu niż jakikolwiek opis.

Kilka minut, kilkadziesiąt autografów i do samochodu

Chwalińska w terminalu spędziła zaledwie kilka minut. Zdążyła rozdać część autografów, zrobić zdjęcia z kilkoma szczęśliwcami, po czym - prawdopodobnie po szybkiej decyzji kogoś z jej teamu - została odprowadzona do czekającego samochodu. Tłum towarzyszył jej jeszcze na parkingu.

Wywiadów z mediami na lotnisku nie było - związek poinformował wcześniej, że na powitaniu nie będzie żadnych rozmów z dziennikarzami. Konferencja prasowa z udziałem Chwalińskiej została zaplanowana na godzinę 14:00.

Skromność mistrzyni

Cały powrót Chwalińskiej utrzymany był w jej stylu - bez patosu, bez gwiazdorzenia. Weszła tak jak wszyscy, przywitała się z kibicami, uśmiechnęła się do każdego kto podszedł. I odjechała.

Ta sama dziewczyna, która trzy tygodnie temu przyjeżdżała do Paryża jako numer 114 i kwalifikantka bez żadnych oczekiwań. Teraz wraca do Polski jako jedna z czterech Polek w historii, które dotarły do finału wielkoszlemowego turnieju - i robi to z klasą.

Co dalej?

Roland Garros przyniósł Chwalińskiej nie tylko sławę. Nagroda finansowa za finał wynosi 1,4 mln euro - to dwa razy więcej niż zarobiła przez całą dotychczasową karierę. Ranking skoczył z miejsca 114 na 21. pozycję WTA - awans o 93 miejsca w ciągu jednego turnieju. Przed nią teraz Wimbledon i pytanie, czy organizatorzy przyznają jej dziką kartę, skoro lista zgłoszeń zamykała się przed jej paryskim przełomem.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Dźgnęła męża podczas wspólnej libacji, miała 3,8 promila. Odpowie za usiłowanie zabójstwa
Dźgnęła męża podczas wspólnej libacji, miała 3,8 promila. Odpowie za usiłowanie zabójstwa
Śmiertelny wypadek w Lublinie. Stan techniczny pojazdu i brawura mogły doprowadzić do tragedii
Śmiertelny wypadek w Lublinie. Stan techniczny pojazdu i brawura mogły doprowadzić do tragedii