Książulo odwiedził tegoroczny Jarmark św. Dominika w Gdańsku i zdążył przetestować karkówkę za 70 złotych oraz kaszubskie racuchy. Na jednym ze stoisk z wędlinami usłyszał jednak coś, czego w tego typu materiałach raczej się nie słyszy: właściciel nie zgodził się ani na pokazanie swojej twarzy, ani swoich wyrobów, i zaproponował rozmowę na drodze sądowej.

„Ja nie wyraziłem na to zgody"

Youtuber chciał nagrać materiał przy stoisku z wędlinami. Właściciel odmówił krótko i konkretnie: „Możemy porozmawiać na drodze sądowej. Ja nie wyraziłem na to zgody".

Nyczke nie forsował tematu i odpuścił test produktów z tego stanowiska. Całość skwitował żartem, że pozwie go kabanos.

Czy sprzedawca miał rację

Częściowo tak, częściowo nie. Rozpowszechnianie wizerunku rzeczywiście wymaga zgody osoby na nim przedstawionej i to jest mocna podstawa, jeśli chodzi o samą twarz sprzedawcy. Przepisy przewidują wyjątek dla osoby stanowiącej jedynie szczegół imprezy publicznej, ale rozmowa przy stoisku raczej się w tym nie mieści.

Inaczej wygląda kwestia wyrobów. Kabanos nie ma wizerunku, a nagrywanie i pokazywanie towaru wystawionego na publicznej imprezie handlowej to nie to samo co publikacja czyjejś podobizny. Ochrona przed niepochlebną recenzją to nie prawo do wizerunku, tylko co najwyżej kwestia dóbr osobistych firmy, a tu poprzeczka jest ustawiona znacznie wyżej.

Karkówka za 70 złotych i „to są jaja"

Na jarmarku Książulo zapłacił 70 złotych za porcję karkówki, w tym 6 złotych za ketchup i musztardę. Cenę skomentował krótko: „To są jaja". Samo mięso ocenił jednak dobrze, jako soczyste i miękkie.

Zachwyciły go za to kaszubskie „ruchanki z fjutem", czyli drożdżowe racuchy polane gęstym syropem z buraka, w cenie 21 złotych. Przyznał, że jadłby je częściej. Przy okazji posypały się żarty z nazwy przysmaku, co część mediów uznała za przesadę.

To nie było jedyne spięcie na tym jarmarku

Podczas tej samej wizyty w Gdańsku do ekipy podeszła na ulicy kobieta, która zarzuciła recenzentom, że ich oceny powstają na zamówienie właścicieli lokali. Nagranie z tej rozmowy również obiegło sieć.

Sprzedawca wędlin osiągnął dokładnie to, co chciał: jego stoiska w materiale nie ma. Zapłacił za to jednak cenę, o której pewnie nie pomyślał, bo zamiast recenzji produktów w sieci krąży teraz nagranie z jego odmową.

A jak Wy to widzicie? Sprzedawca na publicznym jarmarku ma prawo zabronić nagrywania swojego towaru, czy jeśli ktoś sprzedaje na ulicy, to musi liczyć się z tym, że ktoś to oceni?

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Miesiącami uprzykrzał życie mieszkańcom Zielonej Góry. Motocyklistą okazał się 16-latek bez uprawnień
Miesiącami uprzykrzał życie mieszkańcom Zielonej Góry. Motocyklistą okazał się 16-latek bez uprawnień
Tragedia nad Jeziorem Durowskim. Dwaj 13-latkowie utonęli, jeden ruszył na ratunek drugiemu
Tragedia nad Jeziorem Durowskim. Dwaj 13-latkowie utonęli, jeden ruszył na ratunek drugiemu