Proces w sprawie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej dobiega końca. W poniedziałek padły mowy końcowe, a na sam koniec głos zabrał sam Łukasz Żak. Oskarżony o spowodowanie śmierci 37-letniego Rafała i ciężkie zranienie jego żony oraz dwójki dzieci w kilku słowach przeprosił rodzinę ofiary. Wcześniej prokuratura zażądała dla niego 20 lat więzienia.
Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia w poniedziałek, 13 lipca, strony wygłosiły mowy końcowe w jednej z najgłośniejszych spraw drogowych ostatnich lat. To finał postępowania, które toczy się od czerwca 2025 roku.
Na koniec procesu Łukasz Żak przeprosił panią Ewelinę za to, że zabił jej męża, a ją ranił.
— Łukasz Zboralski (@_zboral) July 13, 2026
Mówił, że przeprasza szczerze pic.twitter.com/YtRTwU9l5f
Tragedia na Trasie Łazienkowskiej
Według ustaleń śledczych do wypadku doszło we wrześniu 2024 roku. Łukasz Żak prowadził volkswagena arteona z prędkością przekraczającą 220 km/h, choć na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Biegli wyliczyli, że auto pędziło około 226 km/h. Kierowca miał być pod wpływem alkoholu, a swoją jazdę nagrywał telefonem.
Rozpędzony samochód uderzył w forda, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. W wypadku zginął 37-letni Rafał, mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego żona Ewelina oraz dwoje małych dzieci odnieśli ciężkie obrażenia.
Na ławie oskarżonych zasiadł nie tylko Żak. Obok niego odpowiada sześciu jego znajomych, którym prokuratura zarzuca między innymi pomoc w ucieczce sprawcy i zacieranie śladów po tragedii.
Prokuratura żąda 20 lat więzienia
Podczas mów końcowych prokuratura wniosła o wymierzenie Łukaszowi Żakowi 20 lat pozbawienia wolności oraz dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. To jej zdaniem jedyna adekwatna reakcja na skalę tego, co się wydarzyło.
Obrona: to był błąd, a nie zbrodniczy plan
Po wystąpieniu prokuratury głos zabrała obrończyni oskarżonego. Przekonywała, że sąd nie może ulegać medialnej presji ani społecznym emocjom, a wyrok powinien opierać się wyłącznie na dowodach.
Adwokat argumentowała, że jej klient został osądzony jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Mówiła, że powstał medialny obraz człowieka, który stał się symbolem społecznego oburzenia i obiektem powszechnej nienawiści. Podkreślała przy tym, że obrona nie kwestionuje podstawowych ustaleń śledztwa - nie twierdzi, że oskarżony nie prowadził auta ani że był to zwykły wypadek.
Zdaniem obrończyni Żak od początku przyznawał, że doprowadził do wypadku, jednak odpowiada za czyn nieumyślny. Przekonywała, że popełnił błąd, tragiczny i niewybaczalny, ale nadal błąd, a nie zbrodniczy plan, i nie można traktować go tak, jakby odpowiadał za umyślne pozbawienie życia.
Obrona powołuje się na stan psychiczny oskarżonego
Adwokat zwróciła też uwagę na opinię sądowo-psychiatryczną sporządzoną w toku procesu. Biegli uznali Żaka za poczytalnego, ale opisali również jego obecny stan. Z opinii wynika, że oskarżony leczy się psychiatrycznie, zmaga się z zaburzeniami adaptacyjnymi, problemami ze snem i przewlekłym stresem. W ocenie obrony sąd powinien uwzględnić te okoliczności przy wymiarze kary.
Obrończyni odniosła się także do ucieczki Żaka po wypadku. Nie kwestionowała, że jego zachowanie było niewłaściwe, ale podkreślała, że ostatecznie sam zgłosił się niemieckim funkcjonariuszom, co jej zdaniem ma znaczenie z punktu widzenia procesu karnego.
Krótkie przeprosiny oskarżonego
Na zakończenie rozprawy głos zabrał sam Łukasz Żak. Jego wystąpienie było bardzo krótkie. Zwrócił się bezpośrednio do wdowy, pani Eweliny, i przeprosił ją oraz całą rodzinę. Zapewnił, że nigdy nie chciał, by doszło do takiej tragedii. Dalsza część jego wypowiedzi była trudna do usłyszenia na sali.
To właśnie te kilka słów przykuło uwagę, zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszymi etapami procesu. Prokuratura zwracała bowiem uwagę, że wcześniej oskarżony przepraszał swoich znajomych, a nie rodzinę ofiar. Wdowa po zmarłym mówiła z kolei gorzko, że dla oskarżonych proces jest niemal zabawą.
Co dalej
Po zakończeniu mów końcowych sąd ma wyznaczyć termin ogłoszenia wyroku. To wtedy okaże się, czy podzieli argumentację prokuratury domagającej się 20 lat więzienia, czy uwzględni okoliczności podnoszone przez obronę.