Zgłoszenie wpłynęło kilka minut po północy. Na łuku drogi powiatowej między Kalejami a Czmoniem Peugeot 308 zjechał z jezdni i uderzył czołowo w przydrożne drzewo. Siła była tak duża, że silnik został wyrwany z konstrukcji, a przód auta zgnieciony aż do okolic tylnej kanapy. 49-letni kierowca był zakleszczony we wraku i mimo kilkudziesięciu minut resuscytacji nie udało się go uratować. Skalę uderzenia najlepiej pokazał jednak dopiero moment usuwania wraku: auto było wbite w pień tak mocno, że przy próbie wyciągnięcia go wyciągarką rozpadło się na dwie części.

Do wypadku doszło w nocy z soboty na niedzielę, 1 na 2 sierpnia, około północy. Zgłoszenie dotarło do służb o godzinie 00:03. Miejsce to odcinek drogi powiatowej łączącej Kaleje z Czmoniem, praktycznie na granicy powiatów poznańskiego i śremskiego.

Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierowca jechał w stronę Kalej. Na łuku drogi zjechał na pobocze i uderzył w drzewo. Nic nie wskazuje na udział innego pojazdu.

Kilkadziesiąt minut walki

Kiedy na miejsce dotarli strażacy, mężczyzna był uwięziony w zmiażdżonym wraku. Do jego wydobycia trzeba było użyć narzędzi hydraulicznych, a sama praca zajęła kilkadziesiąt minut.

Zaraz po uwolnieniu poszkodowanego ratownicy rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową. Prowadzili ją równie długo. Mimo to zespół ratownictwa medycznego stwierdził zgon 49-latka na miejscu.

W działaniach uczestniczyły zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej ze Śremu, w tym ciężki i średni samochód ratowniczo-gaśniczy, oraz druhowie z OSP Niesłabin i OSP Czmoń. Na miejscu pracowali także ratownicy medyczni i policjanci ze Śremu oraz z powiatu poznańskiego.

Wrak rozpadł się przy próbie ściągnięcia

Najbardziej wymowny moment nastąpił już po zakończeniu akcji ratowniczej, przy usuwaniu pojazdu z miejsca zdarzenia. Samochód był wbity w pień tak głęboko, że nie dało się go po prostu odciągnąć. Podczas próby ściągnięcia wraku wyciągarką konstrukcja nie wytrzymała i auto rozpadło się na dwie części.

Dla osób, które oglądały samo zdjęcie rozbitego przodu, to była najbardziej czytelna miara tego, co wydarzyło się na tym łuku. Nadwozie w miejscu kontaktu z drzewem straciło ciągłość na tyle, że przestało trzymać się w całości pod obciążeniem.

Dlaczego drzewo jest najgorszym możliwym przeciwnikiem

Skala zniszczeń nie jest przypadkiem. Uderzenie w drzewo należy do najbardziej śmiertelnych zdarzeń na polskich drogach i to niezależnie od klasy samochodu.

Powód jest czysto fizyczny. Podczas zderzenia z innym pojazdem energia rozkłada się na dwie konstrukcje, które razem się odkształcają i wyhamowują. Drzewo nie ustępuje ani o centymetr. Do tego uderzenie w pień jest skrajnie punktowe: cała siła koncentruje się na wąskim odcinku przodu, zamiast rozłożyć się na całą szerokość strefy zgniotu, do czego zaprojektowano nadwozie.

Efektem jest dokładnie to, co widać na zdjęciach: silnik wypchnięty poza konstrukcję i kabina skrócona aż do tylnych siedzeń. Przy takim przebiegu zdarzenia poduszki i pasy mają ograniczone pole działania, bo przestrzeń przeżycia po prostu przestaje istnieć.

Co dalej ze sprawą

Przyczyny wypadku bada policja pod nadzorem prokuratury. Śledczy będą ustalać między innymi prędkość, stan trzeźwości kierowcy oraz to, co spowodowało zjechanie z jezdni na łuku: błąd, chwilową utratę koncentracji, awarię czy stan zdrowia.

Wyniki tych ustaleń mogą pojawić się dopiero po sekcji zwłok i badaniach technicznych wraku.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Nowe ustalenia ws. nożownika z Wrocławia. Dmytro M. śledził 30-latkę od przystanku. Dziś usłyszał zarzuty
Nowe ustalenia ws. nożownika z Wrocławia. Dmytro M. śledził 30-latkę od przystanku. Dziś usłyszał zarzuty
Konfitura ponownie zabrał kluczyki dzieciakowi na motorowerze i wezwał policję. Dzieciakom było zabawnie do przyjazdu policji
Konfitura ponownie zabrał kluczyki dzieciakowi na motorowerze i wezwał policję. Dzieciakom było zabawnie do przyjazdu policji