Czerwone światło, opuszczające się rogatki i nadjeżdżający pociąg - dla kierowcy autobusu miejskiego w Łomży to wszystko najwyraźniej było tylko sugestią. Zawodowiec, który odpowiadał za bezpieczeństwo pasażerów, zatrzymał pojazd dopiero w pułapce między zaporami a torami. To, co stało się chwilę później, przeszło najśmielsze oczekiwania, bo do akcji wkroczył jeden z pasażerów. Maszynista pociągu musiał hamować awaryjnie. Nagranie opublikowały PKP Polskie Linie Kolejowe.
Łomża po 33 latach znów ma pociągi. I od razu kłopoty
14 czerwca był dla Łomży dniem historycznym. Po 33 latach przerwy do miasta wróciły pasażerskie połączenia kolejowe. Radość z powrotu pociągów na linię szybko jednak przyćmiło coś, czego nikt się nie spodziewał, a przynajmniej nie w takiej skali.
W ciągu zaledwie kilku dni od uruchomienia ruchu na trasie doszło już do czterech niebezpiecznych incydentów na przejazdach kolejowo-drogowych. Okazało się, że razem z pociągami do Łomży nie wróciły nawyki, które na takich przejazdach obowiązują wszystkich bez wyjątku. Jeden z tych incydentów wyróżnia się szczególnie.
Autobus utknął między rogatkami, a pasażer postanowił "pomóc"
Do zdarzenia doszło w poniedziałek 15 czerwca na przejeździe kolejowo-drogowym przy ulicy Rotmistrza Witolda Pileckiego. Sygnalizacja działała prawidłowo, świeciło czerwone światło, a rogatki zaczęły opadać. Mimo to autobus miejski wjechał na przejazd i zatrzymał się w najgorszym możliwym miejscu, tuż przed torami, kiedy szlaban opierał się już o jego dach.
W tym samym czasie do przejazdu zbliżał się pociąg PKP Intercity relacji Białystok - Olsztyn Główny. Maszynista, widząc przeszkodę na torach, natychmiast rozpoczął awaryjne hamowanie. I wtedy sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej absurdalna.
Jeden z pasażerów wysiadł z autobusu i własnoręcznie uniósł szlaban, żeby umożliwić kierowcy dalszą jazdę na czerwonym świetle, tuż przed zatrzymującym się składem. Jakby tego było mało, na nagraniu widać jeszcze rowerzystę, który najspokojniej w świecie przejeżdża przez tory w tę i z powrotem, zupełnie ignorując to, co dzieje się dookoła.
Każdy element mówił jedno: STOP
Przejazd przy ulicy Pileckiego był w pełni sprawny i prawidłowo oznakowany. Czerwone światło, dźwiękowy sygnał i opuszczone zapory dawały dokładnie ten sam, jednoznaczny komunikat. Nie było tu miejsca na interpretację ani na "kombinowanie".
Kolejarze przypominają rzecz oczywistą, która dla niektórych najwyraźniej oczywista nie jest: czerwone światło nie jest sugestią, rogatka nie jest przeszkodą do usunięcia, a pociąg nie zatrzyma się w miejscu. Droga hamowania składu może wynosić nawet kilkaset metrów. W praktyce oznacza to, że gdy maszynista dostrzega zagrożenie, często jest już za późno, by cokolwiek zmienić.
Warto też pamiętać, że samodzielne podnoszenie szlabanu czy wchodzenie na tory, żeby "ratować sytuację", to nie pomoc, tylko kolejne, śmiertelnie groźne ryzyko.
Policja na przejazdach i akcja "Bezpieczny Przejazd"
W reakcji na serię niebezpiecznych zachowań PKP Polskie Linie Kolejowe oraz policja zapowiedziały zdecydowane działania. W najbliższych dniach na trasie kolejowej do Łomży prowadzone będą wzmożone akcje informacyjne w ramach kampanii "Bezpieczny Przejazd", a same przejazdy mają być patrolowane przez policję.
Powrót pociągów do Łomży po latach to bez wątpienia wspaniała wiadomość. Szkoda tylko, że nawyk przestrzegania przepisów na przejazdach wraca dużo wolniej niż sama kolej.
Jak myślicie, co siedzi w głowie kierowcy zawodowego, który z dziesiątkami pasażerów wjeżdża pod opadające rogatki?