Wiadomo, od czego zaczęła się głośna awantura w autobusie w Bielsku-Białej. Po tym, jak 54-letni mężczyzna wulgarnie wyzywał dwie 11-letnie dziewczynki z Ukrainy, w sieci zaczęły krążyć niepotwierdzone informacje, jakoby to nastolatki miały go sprowokować, pluć na niego i wyzywać. Zapis z monitoringu autobusu takiego przebiegu nie potwierdził. Zarówno prokuratura, jak i przewoźnik jasno wskazują, że reakcja mężczyzny była rażąco niewspółmierna do zachowania dzieci.

Dwa dni temu internet obiegł krótki film zarejestrowany przez jedną z dziewczynek. Widać na nim, jak pasażer autobusu w Bielsku-Białej agresywnie i wulgarnie obraża dwie 11-latki z Ukrainy. Mężczyzna wyzywał je, zarzucał, że "wyrosły na naszych pieniądzach", kazał jednej z nich "nie pyskować", a w pewnym momencie do nich podszedł, na co jedna z dziewczynek zapytała, czy może jej nie dotykać. Nagranie wywołało falę oburzenia, ale nie pokazywało, co wydarzyło się tuż przed atakiem.

Pisaliśmy o tym wczoraj:

Zaatakował młode Ukrainki w autobusie. Nagranie opublikowano w sieci. Kierowca MZK już w rękach policji
W Bielsku-Białej mężczyzna przez dłuższą chwilę wulgarnie i agresywnie atakował grupę ukraińskich dziewczynek jadących miejskim autobusem. Jedna z nich, 12-latka, nagrała całe zajście telefonem. Film trafił do sieci i szybko obiegł internet. Sprawca okazał się pracownikiem miejskiej spółki komunikacyjnej. Policja go już ustaliła i zatrzymała. Do zdarzenia doszło

Fala spekulacji w sieci

Brak tego kontekstu szybko wykorzystano. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się relacje, które próbowały odwrócić role i przedstawić sprawcę jako ofiarę prowokacji. Najczęściej powielanym wpisem była wiadomość autorstwa kobiety podpisującej się jako Teresa, która twierdziła, że dziewczynki miały pluć na mężczyznę, wyzywać go i zachowywać się wulgarnie. Wpis został już przez samą autorkę usunięty, ale zdążył rozejść się po sieci i nadać sprawie nowy, nieprawdziwy kontekst.

Monitoring wyklucza wersję o prowokacji

Do tych twierdzeń odnieśli się przedstawiciele przewoźnika i prokuratury. Dziennikarze lokalnego portalu zwrócili się z pytaniem do obu instytucji, a te jednoznacznie zaprzeczyły, by dziewczynki pluły czy wyzywały mężczyznę.

Małgorzata Moś-Brachowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej, przekazała, że całe zdarzenie zaczęło się od tego, iż jedna z dziewczynek trzymała nogi na fotelu. Tę wersję potwierdził również Hubert Maślanka, prezes MZK. Nieoficjalnie takie same ustalenia mają prowadzący sprawę policjanci.

MZK, po analizie zapisu z kamer, opisało przebieg zajścia. Jedna z dziewczynek wyłożyła nogi w kierunku koleżanki siedzącej na fotelu poniżej. Po zwróceniu uwagi dzieci natychmiast opuściły nogi na podłogę, a jedna z nich przesiadła się obok koleżanki. Następnie mężczyzna przez dłuższą chwilę przyglądał się dziewczynkom bez żadnej reakcji, a dopiero później zaczął krzyczeć i używać wulgaryzmów.

"Rażąca niewspółmierność"

Przewoźnik nie pozostawił wątpliwości co do oceny tej sytuacji. W swoim stanowisku podkreślił, że wcześniejsze zachowanie dzieci nie odbiegało od tego, co na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej autobusami, i w żaden sposób nie usprawiedliwia późniejszej agresji.

Spółka wskazała, że reakcja dorosłego mężczyzny była rażąco niewspółmierna, a między jednym a drugim zachowaniem nie było bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego. Zaznaczono też, że wcześniejsze zachowanie dziewczynek nie zakłócało komfortu innych pasażerów, bo dzieci były głównie zajęte korzystaniem z telefonów. Kierowca autobusu zareagował na krzyki, podjął rozmowę z agresorem i wyprosił go na najbliższym przystanku. Dziewczynki wysiadły przystanek później.

Sprawa w rękach prokuratury

Podejrzewany 54-latek to pracownik Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej, który od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu lekarskim i podróżował prywatnie. Został zatrzymany przez policję i spędził noc w areszcie. Przewoźnik zapowiedział zakończenie z nim współpracy.

Dochodzenie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Żywcu, wyznaczona do prowadzenia spraw o czyny motywowane uprzedzeniami. Sprawa badana jest pod kątem znieważenia z uwagi na przynależność narodową, czyli przestępstwa z art. 257 Kodeksu karnego, za które grozi do 3 lat więzienia. Zawiadomienie w tej sprawie złożył Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Co dalej

Z podejrzewanym mają zostać przeprowadzone czynności procesowe, po których zapadnie decyzja o ewentualnych środkach zapobiegawczych. Prezes MZK spotkał się już z dziećmi i zaproponował im między innymi całoroczne bilety. Sprawa pozostaje otwarta, a śledczy nadal analizują zarówno zapis z monitoringu autobusu, jak i nagrania, które trafiły do internetu.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Zwłoki czterech szczeniąt w kontenerze z odzieżą. Podejrzany o ich zamordowanie w rękach policji
Zwłoki czterech szczeniąt w kontenerze z odzieżą. Podejrzany o ich zamordowanie w rękach policji
Ciało znalezione na niemieckiej plaży to zaginiony Polak. Tamtejsza policja potwierdziła jego tożsamość
Ciało znalezione na niemieckiej plaży to zaginiony Polak. Tamtejsza policja potwierdziła jego tożsamość