Pracownice placówki, do której trafiły 47-letnie bliźnięta spod Suwałk, próbowały nawiązać z nimi zwykłą rozmowę. Z Marzeną udało się to tylko częściowo - kontakt miał być na poziomie 10-12-latki. Z Januszem nie było go w ogóle, bo mężczyzna nie mówi. Do tego dom, w którym szafki zamykano na klucz, a w oknach brakowało klamek. To najnowsze, wstrząsające ustalenia w sprawie rodzeństwa, które przez blisko 30 lat miało być odcięte od świata we własnym domu.

Pisaliśmy o tej sprawie jakiś czas temu. Teraz wracamy do niej z nowymi, jeszcze bardziej niepokojącymi szczegółami.

Próba rozmowy, która wiele powiedziała

Według relacji opisujących stan rodzeństwa po przewiezieniu do placówki, personel próbował nawiązać z bliźniętami kontakt słowny. Z Marzeną udało się to jedynie częściowo - rozmowa z 47-letnią kobietą miała przebiegać na poziomie 10-12-latki. Z jej bratem kontaktu nie było w ogóle. Janusz nie mówi.

To ustalenia, które trzeba traktować ostrożnie, bo pochodzą z nieoficjalnych przekazów, a śledztwo dopiero odtwarza, co działo się przez lata za zamkniętą bramą. Wiadomo jednak, że według informacji ze szpitala rodzeństwo jest w znacznym stopniu niedożywione, ma zaniżoną wagę i złe wyniki badań krwi. Prokuratura traktuje oboje jako osoby z niepełnosprawnościami psychicznymi.

Dom bez klamek

Równie poruszające są opisy samego gospodarstwa. Z przekazów dotyczących warunków, w jakich żyło rodzeństwo, wynika, że szafki w domu miały być zamykane na klucz, a w oknach brakowało klamek. Taki układ skutecznie ograniczał możliwość samodzielnego otwarcia okna czy wyjścia na zewnątrz.

Wcześniej ustalono już, że posesja była zamknięta i pilnowana przez stado psów, co utrudniało wejście osobom postronnym. Brama i furtka zawsze były zamknięte, a ojciec rodzeństwa miał nie wpuszczać na teren ani listonosza, ani urzędników, ani księdza po kolędzie. Sprawdzany jest też wątek izolowania bliźniąt w piwnicy lub na strychu.
https://uwaga.tvn.pl/wkrotce-w-uwadze/mieli-byc-przetrzymywani-w-domu-w-tajemnicy-przed-wszystkimi-st9112600

Jak doszło do ujawnienia sprawy

Marzena i Janusz to bliźnięta z niewielkiej, liczącej około 50 osób wsi w okolicach Suwałk. Mieszkańcy pamiętają ich z dzieciństwa i wczesnej młodości. Oboje ukończyli szkołę podstawową w połowie lat 90. i od tego momentu przestali być widywani. Z relacji sąsiadów wynika, że nic nie wskazywało wówczas, by rodzeństwo było niepełnosprawne intelektualnie - rówieśnicy kończyli szkołę razem z nimi.

Rodzice przez lata tłumaczyli nieobecność dzieci wyjazdem. Według jednej z wersji Marzena miała wstąpić do klasztoru w Sejnach, a Janusz wyjechać do pracy za granicę. Te wyjaśnienia nie wzbudzały podejrzeń.

Przełom przyniosła śmierć ojca rodzeństwa w styczniu tego roku. Bliźnięta nie pojawiły się na pogrzebie, a ich matka miała przekazywać sąsiadom sprzeczne wersje: raz mówiła, że dzieci nie dostały wolnego w pracy, raz że nie zdążyły wrócić z zagranicy, innym razem, że były na modlitwie w kaplicy, choć nikt ich tam nie widział. W lokalnej społeczności zaczęły krążyć plotki.

Pod koniec maja na terenie gospodarstwa interweniowała policja. Funkcjonariusze działali po sygnale przekazanym przez Krajową Mapę Zagrożeń Bezpieczeństwa. Na miejscu potwierdzono, że w domu od lat przebywają dwie osoby, których stan wymagał hospitalizacji. Po interwencji pogotowia Marzena i Janusz trafili do szpitala w Suwałkach, a placówka złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Zarzuty i areszt

Prokuratura Rejonowa w Suwałkach wszczęła śledztwo z artykułu o znęcaniu się nad osobami nieporadnymi ze względu na stan psychiczny lub fizyczny. 18 czerwca zarzuty fizycznego i psychicznego znęcania się nad rodzeństwem usłyszały dwie kobiety: 70-letnia matka oraz jej 50-letnia córka. Dzień później sąd w Suwałkach zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu.

Druga z podejrzanych to nauczycielka z blisko 30-letnim stażem, która, w odróżnieniu od rodzeństwa, normalnie funkcjonowała w społeczeństwie. Po przedstawieniu zarzutów została zawieszona w pracy w dwóch szkołach.

Według ustaleń śledczych zarzuty obejmują na razie okres od 2010 do 2026 roku, jednak prokuratura zaznacza, że przedział czasowy może się zmienić. Śledczy nie wykluczają, że sytuacja trwała znacznie dłużej, i podkreślają, że relacje mieszkańców wymagają dokładnej weryfikacji. Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej oraz wójt gminy Suwałki zapewnili, że wcześniej nie docierały do nich sygnały o problemach w tej rodzinie.

Postępowanie jest na wczesnym etapie. Prokuratura bada okoliczności życia rodzeństwa oraz zakres odpowiedzialności osób, które przez lata sprawowały nad nimi opiekę, i nie wyklucza zmiany zarzutów. Marzena i Janusz pozostają pod opieką placówki psychiatrycznej.

DOWIEDZ SIE WIECEJ:
Wypadek awionetki na Bemowie. Samolot spadł i stanął w płomieniach, są ofiary
Wypadek awionetki na Bemowie. Samolot spadł i stanął w płomieniach, są ofiary
Przyniosła na komendę paczkę, której nie zamawiała. Wtedy „eksplodowała" policjantowi w twarz
Przyniosła na komendę paczkę, której nie zamawiała. Wtedy „eksplodowała" policjantowi w twarz