Telewizja Republika od kilku tygodni prezentuje na antenie wykresy pokazujące liczbę wpłat przekazanych danego dnia przez widzów. Na ekranie regularnie pojawia się kod QR, a prowadzący przerywają nawet rozmowy z gośćmi, by zachęcać odbiorców do finansowego wspierania stacji. Szczególnie aktywnie robi to Miłosz Kłeczek, który przekonuje, że pieniądze są potrzebne Republice do dalszego funkcjonowania i prowadzenia walki o prawdę.

Podczas jednego z ostatnich programów dziennikarz użył wyjątkowo wojennej retoryki. „My jesteśmy na wojnie, na froncie, każdego dnia pod ostrzałem. Proszę o tym pamiętać” powiedział. Ostrzegł widzów, że wystarczy chwila nieuwagi, by „wybuchła bomba albo państwa zastrzelili”, po czym dodał, że amunicją stacji są telefony komórkowe odbiorców oraz wpłaty dokonywane po zeskanowaniu kodu QR. Innym razem stwierdził, że tysiąc wpłat dziennie to absolutne minimum i zapowiedział, że jeżeli cel nie zostanie osiągnięty, będzie przerywał rozmowę prowadzoną na antenie.

Nie jest to pierwszy tak zdecydowany apel Kłeczka. Wcześniej mówił o „niepisanej, dżentelmeńskiej umowie” między telewizją a jej widzami i przekonywał, że pracownicy stacji „narażają się dla Polski”. W kwietniu alarmował natomiast, że choć Republice rośnie oglądalność, nie rośnie liczba przelewów, a przy utrzymaniu takiego poziomu wsparcia stacja może „nie dociągnąć do końca miesiąca”. Po kolejnych apelach prowadzący informował widzów, że liczba wpłat zaczęła rosnąć.