Zagraniczni twórcy internetowi szukający taniej uwagi na polskich ulicach coraz częściej przekonują się, że mieszkańcy naszego kraju potrafią błyskawicznie utemperować ich uciążliwe zachowania. Do sieci trafiło nagranie z udziałem jednego z najbardziej irytujących influencerów, który zyskał popularność dzięki robieniu hałasu w miejscach publicznych. Jego próba zrobienia show w warszawskim metrze została jednak natychmiast i bezdyskusyjnie ukrócona przez jednego z pasażerów.
Sposób działania zagranicznego influencera jest zawsze taki sam i opiera się na ordynarnym przeszkadzaniu przypadkowym ludziom. Mężczyzna spaceruje po przestrzeni publicznej, ciągnąc za sobą ogromny, bezprzewodowy głośnik, z którego na pełny regulator puszcza głośną muzykę. Gdy wokół niego skupią się zdezorientowane spojrzenia, twórca na środku przejścia wykonuje salto, licząc na wiralowe wyświetlenia w mediach społecznościowych.
W Warszawie jego występ potoczył się jednak zupełnie inaczej, niż planował. Kiedy influencer wszedł na ruchome schody w metrze i odpalił głośną muzykę, stojący obok Polak nie zamierzał tolerować uciążliwego hałasu. Zamiast wchodzić w zbędne dyskusje, prosić o ciszę czy straszyć wezwaniem policji, pasażer po prostu podszedł do głośnika i bez słowa go wyłączył. Zdezorientowany influencer nie potrafił zareagować na tak bezpośrednie i chłodne „wyjaśnienie”, a całe widowisko natychmiast dobiegło końca.
Zachowanie zagranicznego twórcy w polskim prawie jest jednoznacznie kwalifikowane jako wykroczenie. Tego typu działania to klasyczny przykład zakłócania porządku publicznego hałasem. Za bezmyślne puszczanie głośnej muzyki i utrudnianie życia pasażerom metra influencer mógł zostać ukarany mandatem karnym w wysokości od 100 do 500 złotych. Nagranie z Warszawy pokazuje jednak, że społeczna reakcja bywa czasem szybsza i bardziej skuteczna niż interwencja służb.