Kierowca, który został zablokowany na wąskiej ulicy i zaatakowany przez innego kierującego, sam dostarczył policji nagranie z tego zdarzenia. Zamiast ukarania napastnika doczekał się wniosku o ukaranie siebie, a po kilku miesiącach wyroku nakazowego: 1500 zł grzywny i 220 zł kosztów za jazdę chodnikiem i niezatrzymanie się na znaku stop. Jak relacjonuje, na obie te rzeczy zdecydował się, uciekając przed człowiekiem, który dwukrotnie rzucił się na jego auto.
Zablokował ulicę, potem rzucił się na auto
Według opisu autora nagrania wszystko zaczęło się od kierowcy jadącego przed nim dziwnie: hamował, zatrzymywał się, wyglądało, jakby czegoś szukał. W końcu zaparkował na wąskiej ulicy tuż za autem stojącym w przeciwnym kierunku, zamykając przejazd. Za autorem nagrania stało około 15 samochodów wyjeżdżających spod szkoły podstawowej.
Gdy ktoś z kolejki zareagował, kierowca wyskoczył z auta i podbiegł do nagrywającego. Walił w dach, szarpał za klamkę i wyzywał. Autor relacjonuje, że siedział spokojnie i czekał. Mężczyzna wrócił do swojego samochodu, zamarkował odjazd, po czym stanął w poprzek ulicy i zaatakował drugi raz, jeszcze gwałtowniej. Kiedy wysiadł po raz trzeci, autor nagrania postanowił nie czekać: ominął go z lewej strony, wjeżdżając dwoma kołami na krawężnik, a widząc w lusterku, że napastnik rusza za nim, na skrzyżowaniu 200 metrów dalej wyhamował, ale nie zatrzymał się całkowicie przed znakiem stop.
Na komendzie usłyszał, że mógł zadzwonić na 112
Nagranie dostarczył policji jako dowód napaści. Został wezwany jako obwiniony o dwa wykroczenia. Jak opisuje, policjantka przewinęła film w kilka sekund, oświadczyła, że nie może być ślepa na popełnione wykroczenia, i zapytała, czy przyznaje się do winy. Jego wyjaśnień nie zapisała, a pisemne oświadczenie, które później złożył z żądaniem dołączenia do akt, według niego nikt nie przeczytał. Usłyszał też, że zamiast wysyłać nagranie, mógł zadzwonić na 112.
Chciał przyjąć symboliczny mandat i zamknąć sprawę, ale wniosek o ukaranie poszedł do sądu. Po kilku miesiącach dostał wyrok nakazowy, w którym o okolicznościach zdarzenia nie ma ani słowa. Od takiego wyroku można w ciągu siedmiu dni wnieść sprzeciw, wtedy sprawa trafia na zwykłą rozprawę, na której sąd wysłuchuje obwinionego. Autor pisze, że na sądach się nie zna i nie chciał się szarpać.
"Nigdy więcej niczego nie wyślę"
Kierowca podsumowuje, że policja skutecznie oduczyła go zgłaszania czegokolwiek. Następnym razem, jak pisze, będzie stał i czekał na służby, licząc, że zdążą, zanim napastnik wybije szybę.
Podobną historię przeżył w Warszawie pan Filip, który wysłał na policyjną skrzynkę "Stop Agresji Drogowej" zdjęcia kierowców jadących pod prąd. Policja chciała ukarać go za korzystanie z telefonu na przejściu dla pieszych. Nie przyjął mandatu, a w maju tego roku sąd go uniewinnił. Rzeczniczka stołecznej policji tłumaczyła wówczas, że funkcjonariusz ma obowiązek reagować na każde ujawnione wykroczenie, także zgłaszającego.