Po spełnienie marzeń wybrał się do słynnej ormiańskiej skały z otworem, ale zamiast szczęścia zafundował sobie sporą wpadkę. Turysta postanowił przecisnąć się przez ciasną szczelinę w głazie zwanym „Kamieniem Marzeń", lecz zaklinował się w połowie drogi. Jego nogi zostały po jednej stronie skały, a głowa i klatka piersiowa bezradnie wystawały po drugiej. Nagranie z tej sytuacji szybko obiegło sieć.
Do zdarzenia doszło w Armenii, w okolicach miasta Giumri, w prowincji Szirak. Bohaterem nagrania stał się głaz o nazwie Tsak Kar, co w języku ormiańskim oznacza po prostu „dziurawy kamień". Obiekt znany jest również jako „Kamień Marzeń" i od lat przyciąga turystów oraz pielgrzymów z całego świata.
Legenda kontra anatomia
Zgodnie z lokalną tradycją kamień ma magiczne właściwości. Kto pomyśli życzenie i zdoła przecisnąć się przez ciasny, owalny otwór, ten może liczyć na to, że jego marzenie wkrótce się spełni. Niektóre wersje podania mówią, że przez szczelinę trzeba przejść aż trzy razy. To pogańskie miejsce kultu, a drzewa wokół głazu obwieszone są wstążkami i kawałkami materiału zostawianymi przez odwiedzających.
Przewodnicy zwykle zapewniają, że otwór jest na tyle szeroki, że poradzi sobie z nim zarówno dziecko, jak i dorosły. Mówi się nawet, że dorosły mężczyzna powinien przejść bez problemu. Praktyka pokazuje jednak, że prawa fizyki i anatomii potrafią być nieubłagane. Bohater nagrania najwyraźniej przecenił swoje możliwości i utknął w połowie drogi do spełnienia życzenia.
Z opresji wyciągnął go tłum
Sytuacja błyskawicznie przyciągnęła grupę gapiów. Zamiast paniki na miejscu zapanowała jednak atmosfera ogólnej wesołości. Część turystów z rozbawieniem nagrywała całe zajście telefonami, inni ruszyli uwięzionemu na pomoc.
Uwolnienie nie wymagało ani ciężkiego sprzętu, ani wzywania profesjonalnych służb. Wystarczyła współpraca i siła mięśni pozostałych zwiedzających. Na nagraniu widać, jak jeden ze starszych mężczyzn koordynuje akcję, a pozostali chwytają zaklinowanego turystę za ręce i centymetr po centymetrze pomagają mu wysunąć się z kamiennej pułapki.
Skończyło się na strachu
Dla pechowego śmiałka cała przygoda zakończyła się szczęśliwie. Skończyło się na strachu, kilku otarciach i internetowej sławie, bo nagranie z jego wpadką zdążyło już rozejść się po sieci. Dla mieszkańców Giumri i okolicznych przewodników podobne sceny to właściwie codzienność.
Tsak Kar regularnie weryfikuje wagę oraz determinację turystów z całego świata. Mimo że bywa zdradliwy, pozostaje jedną z bardziej rozrywkowych atrakcji w regionie, a kolejni odważni wciąż próbują przekonać się, czy magiczny otwór spełni ich marzenia.